Strona główna Artykuły Przemyślenia Terapie mocno reklamowane
Terapie mocno reklamowane

Terapie mocno reklamowane

0
0

Reklama dźwignią handlu, co do tego nie mamy wątpliwości. Rekomendacje i oceny towaru też się nam przydają. Kiedy wybieram się do restauracji, mogę skorzystać z opinii innych klientów, chwalących „kaczkę na dziko” i spróbować im zaufać. Kiedy chcemy skorzystać z pomocy terapeuty również warto wiedzieć, który jest godny zaufania. Podoba mi się, jeśli ktoś ma rekomendacje innej konkretnej osoby, podpisanej z nazwiska, a dobrze jeśli również adresem mailowym. Mogę wówczas napisać i zapytać, czy ten właśnie terapeuta jest godny zaufania, jakimi metodami pracuje.

Kiedy jednak widzę, że doradca  czy autor poradnika ?pozytywnego myślenia? zamieszcza na swoim blogu liczne opinie zadowolonych ? ale uwaga! anonimowych ? klientów, natychmiast włącza mi się czerwone światełko. I jest to naturalny odruch, bo w tej dziedzinie ? inaczej niż w przypadku sprzętu AGD czy usług gastronomicznych ? rekomendacje budzą poważne wątpliwości.

Nie odkryję Ameryki, jeśli napiszę, że 99 procent owych pochwalnych wpisów to produkcja własna autora blogu. Niektóre firmy na etat zatrudniają osoby, którym płacą za umieszczanie na stronie internetowej pochlebnych opinii o zakładzie lub produktach. Po czym to poznać? Po pierwsze, zastanówmy się, jakie jest prawdopodobieństwo, że w wielkiej przestrzeni Internetu dwie obce osoby wpisują w odstępie 3 minut peany typu: ?superrrr! Ależ piękny blog!?. Po drugie: na ile wiarygodne są pochwały kursu on-line, który został wstawiony do sieci tydzień temu, a klienci już mają efekty i na przykład schudły cztery kilo. Kto schudnął 4 kilo w przeciągu tygodnia dzięki internetowemu kursowi, ręka w górę!

Po trzecie: od lat zajmuję się redakcją i publikacją, potrafię zatem wyłapać styl pisania danej osoby. Jest on zazwyczaj niepowtarzalny jak odcisk palca. Jak zatem wytłumaczyć fakt, ze 5 wpisów pochwalnych umieściła na blogu jedna i ta sama osoba, podpisując się 5 różnymi imionami? Wszak nikt tego nie sprawdzi i nie udowodni, bo nie możemy zażądać kontaktu do rzekomego ?Irka? czy ?Magdy? ? chroni ich przepis dotyczący poufności danych. Jakież to wygodne dla takiego nierzetelnego blogera.

Po czwarte: autentyczne komentarze na blogach rozpoznajemy po różnorodności. Ludzie wpisują oceny, zadają pytania, dzielą się spostrzeżeniami, mają swoje dodatkowe uwagi. Mogą być nawet wyłącznie przychylne. Jednak różnić się będą między sobą. Jedne z uśmieszkami i wykrzyknikami, inne wyważone i stonowane, na zasadzie ?tak, to jest dobre?. Fałszywe to wyłącznie pełne podniecenia peany na cześć autora. Jak widzisz rząd samych pochwał w stylu: ?ależ to superrr! Moje życie się zmieniło od tej jednej książki? to niech i tobie zapali się czerwone światełko. Jesteśmy różni, mamy różne gusta i niepowtarzalny sposób wyrażania siebie. Wpisy powinny być zróżnicowane.

Bardzo charakterystyczne dla nierzetelnych ludzi jest to, że usuwają wpisy, które im się nie podobają. Uczciwy bloger zamieści nieprzychylną wypowiedź, może nawet zachęci do polemiki i zapyta, dlaczego autor nie akceptuje jego punktu widzenia. Nieuczciwy usunie wpis, ponieważ negatywna ocena psuje mu starannie układane nieszczere pochwały. Przejrzyj komentarze, czy zachowano tego typu uwagi, to też informacja na temat autora blogu.

Moim zdaniem wpisywanie sobie samemu rekomendacji to zwykłe oszustwo. Ja nie chciałabym iść do terapeuty-oszusta. Nie kupiłabym u takiej osoby książki czy kursu na płycie. Ale to już twoja suwerenna decyzja. Być może uznasz, ze to przejaw sprytu i tego właśnie chcesz się od takiego doradcy nauczyć. Wówczas: życzę powodzenia.

Uważam też, że osoba, która musi podpierać się fałszywymi i samodzielnie wyprodukowanymi pochwałami klientów, aby zdobyć kolejnych, ma przerażająco niskie poczucie wartości. Jak zatem korzystać z kursu czy poradnika ?Poznaj swoją wartość i zacznij cenić siebie?, jeśli widać gołym okiem, że autor jest zakompleksiony? To tak, jakbyś powierzył swój tekst do korekty komuś, kto sam robi błędy ortograficzne. Jaki to ma sens? Czy nie lepiej poszukać dobrego specjalisty, który emanuje prawdziwa radością życia i pewnością siebie?

Za kupno dobrej lodówki czy wspaniałych wczasów można zamieścić wielkie oficjalne podziękowanie w necie. Jeśli jednak dzięki terapeucie czy doradcy przeszłaś zwycięsko rozstanie lub żałobę i nie poddałaś się myślom samobójczym, to nie jest to temat nadający się do publikacji. Klientka prędzej wyśle ci kosz kwiatów niż napisze o tym w sieci. Dlatego też właśnie rekomendacje na stronach proponujących poradniki, konsultacje i kursy rozwoju osobistego budzą tyle moich wątpliwości. Jakoś trudno mi bez zastrzeżeń wierzyć w autentyczność wpisu o treści mniej więcej: „byłam gruba, brzydka i leniwa, a dzięki twojemu godzinnemu kursowi internetowemu stałam się mądra, szczupła i szczęśliwa.” Trudno przyjąć, że najbardziej nawet zobowiązany klient będzie sam siebie piętnował pisząc: „gdyby nie twój cudowny kurs nadal pozostałbym beznadziejnym grubym nieudacznikiem”. Jeśli dasz się złapać w sidła niekompetentnego ?pseudoterapeuty?, to może się to skończyć żałośnie dla ciebie.

Na pewno każdy zauważył, że są w Internecie specjalne fora, na których można wymieniać się opiniami na temat firmy, towaru czy usług. To są dobre miejsca, można spokojnie poczytać wszystkie za i przeciw. Nawet, jeśli ktoś podszywając się pod cudze imię, wpisze swojej firmie pochwały, to nie będzie w stanie wykasować uwag krytycznych i pewna równowaga zostanie zachowana.

A zdecydowanie najlepsza jest ?poczta pantoflowa?. Znakomita większość moich klientów to znajomi osób, które korzystały kiedyś z moich usług. Bardzo mi się to podoba, nie tylko dlatego, że lista zainteresowanych rozszerza się w postępie geometrycznym. Przede wszystkim ja sama taką formę rekomendacji preferuję. Jeśli szukam specjalisty od np. Feng Shui to pytam moich znajomych: kogo mi polecasz? Jeszcze nigdy się nie rozczarowałam. Wam również taką metodę sugeruję.  W epoce Facebooka i komunikatorów internetowych naprawdę lepiej zapytać kogoś, niż grzebać w wyszukiwarce i czytać peany pod blogiem, zastanawiając się: ?sama sobie wpisała, czy rzeczywiście jest dobra?.

 

Bogusława M. Andrzejewska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Teksty w serwisie stanowią opinie ich autorów. Jeśli posiadasz inny punkt widzenia, napisz artykuł. Teksty możecie wysyłać na adres redakcja [małpa] alternatywnemedia.pl